Pamiętam, jak mama w październiku kupiła mi czekoladę, a ja ją całą zjadłam na raz. Potem jadłam coraz więcej. Ciągle batoniki, czekoladki, lizaki. Jak mama wracała z pracy, to pierwsze słowo, jakie do niej powiedziałam było: "Mamo! Masz coś słodkiego?" A mama, chcąc nie chcąc, dzieliła ciasteczka na mnie, brata i siostrę, a ja od razu całą porcję zgadłam. Kupowałam sobie budynie, kisiele, galaretki i sobie robiłam w domu. Czasami mogłam zjeść na raz cały "Duży kisiel". Uwielbiałam jeść. Któregoś dnia spojrzałam w lustro i aż krzyknęłam. Matko! Jaka ja byłam gruba!