Nieszczęsne szkolne sklepiki

dietomania

Tyle się mówi o chipsach i czekoladach ze szkolnych sklepików, przez które już niedługo nasze dzieci będą wyglądały tak, jak to widziałam w szkołach amerykańskich – czyli większość z nadwagą, a wszystkie ciągle jedzą jak nie w McDonaldzie, to w KFC. Ale przecież nie ma możliwości kontrolowania dziecka 24 godziny na dobę. Na razie syn ma 9 lat, ale co będzie, gdy zacznie dorastać i rówieśnicy zaczną mu dokuczać? Nie mam pojęcia, jak go przekonać do ograniczenia słodyczy w szkole. Zakazy i kary nic nie dają, zakazany owoc niestety smakuje lepiej. Apelowałam na zebraniu w szkole, żeby w sklepiku były zdrowe rzeczy, ale oczywiście wszyscy mnie zakrzyczeli – “Jak to, odmawiać dziecku przyjemności?”...

Dyskusja - Nieszczęsne szkolne sklepiki
zdjęcie użykownika Marta Michalak-Tomasik

Szanowna Pani, dobre nawyki żywieniowe zdobyte we wczesnym dzieciństwie procentują w życiu dorosłym, bowiem od nich w dużej mierze zależy zdrowie naszych dzieci. Jeśli dziecko od najmłodszych lat gustuje w słodyczach i innych wysokokalorycznych przekąskach, a do tego unika ruchu i spędza długie godziny przed telewizorem lub komputerem, to jest duże prawdopodobieństwo, że w dorosłym życiu będzie cierpieć na nadwagę i schorzenia z nią związane. Nawyki żywieniowe wynosimy z domu, dlatego rodzice powinni jadać takie produkty, jakie chcą, by jadły ich dzieci. Unikajmy zatem barku  pełnego słodyczy w domu i wielkich toreb cukierków przy każdej świątecznej okazji. Niech w domu zawsze stoją półmiski z owocami, choćby to miały być tylko jabłka. Zamiast słodyczy można kupować suszone owoce, orzechy, sezamki, batoniki musli – domownicy na pewno się do nich szybko przyzwyczają, a dzieci uznają je za coś naturalnego. Im wcześniej dziecko przyzwyczai się do warzyw, owoców i produktów z pełnego ziarna, tym chętniej będzie je jadać w przyszłości. Oczywiście raz na jakiś czas należy pozwolić synowi na frytki lub słodycze – nie będzie go wówczas kusić, by jadać je po kryjomu. Trzeba też koniecznie pamiętać o zabieraniu drugiego śniadania do szkoły. Jeśli zaś chodzi o sklepiki szkolne, to rzeczywiście jest to problem, o którym jak dotąd jedynie dużo się mówi. Proponuję spróbować zaprosić na zebranie z rodzicami dietetyka, który wyjaśni, jakie konsekwencje niesie  nieprawidłowa dieta, albo zorganizować lekcje edukacyjne dla dzieci.

zdjęcie użykownika emileczka

ta pani mówi dobrze w naszym LeZajskim sklepiku jest dużo różnych cudów jedne są kwaśne drugie klejące trzecie gumowate są to bardzo złe i nie dobre żeczy ludzie tyle na tym zarabiają ja nz tego nie korzystam zawsze mama na rano robi mi kanapkę do szkoły z ; serem żółtym pomidorem i daje do tego czasem obraną marchew w woreczku taką nie chemiczną tylko ze swojego własnego ogrodu lub ; kanapkę z pasztetem i pomodorem tylko daje jabłuko i najlepiej herbatę w termosie zawsze sprawdza plecak czy jest wszystko zjedzone i obiad jem też w szkole ale te szkolne sklepiki są do bani nie są wcale zdrowe tylko poprostu głupawe nigdy nie lubiłam szkolnych sklepików nawet nie kupowałam na wycieszkach różnych wydziwianek za mias tego można wziąś sobie z domu ciasto które mama z radościa zobaczy jak je jemy i pożywną kanapkę ale w całej polsce sklepików nie powinno być

Potret użytkownika anonimowego

Akurat tak się składa ,że prowadzę sklepik szkolny ( świetny biznes tylko pozazdrościć) i cholera mnie bierze jak czytam takie frazesy.W moim sklepiku były mandarynki, jabłka i inna zdrowa żywność którą trzeba było wpisywac w straty bo dzieci kupowały sporadycznie.Może zła odmiana jabłek? Nic podobnego, po prostu rodzice nie potrafią przekazać swoim dzieciom wzorca zdrowego odżywiania a potem mają pretensje do sklepików ,że sprzedają Chipsy. Te same żale można skierować do innych sklepów.Przecież nie ma zakazu sprzedaży np. chipsów dla dzieci poniżej 18 roku życia.Jak już jechać po sprzedawcach to po wszystkich równo a nie tylko czepiać się sklepików.Mam wrażenie że właściciele sklepików szkolnych postrzegani są jako wyprane z uczuć monstra z portfelem zamiast serca potrafiące sprzedać dziecku truciznę byleby zarobić 5 zł.Przecież to też są zwykli ludzie próbujący zarobić na chleb w naszym kochanym kraju. A tak na marginesie.Po interwencji P.Dyrektor ze sklepiku zniknął słonecznik.Ale tylko ze sklepiku bo na korytarzach dzieciaki nadal zażerały się pestkami kupionymi w pobliskim sklepie.Więc może to nie na zakazach powinna opierać się idea zdrowego żywienia?Pozdrawiam wszystkich trzeźwo myślących

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica