- abcodchudzanie.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Jak mam się do tego skutecznie zabrać?
jak mam się do tego skutecznie zabrać?
Witam, bardzo zależy mi na odpowiedzi, która wreszcie zmotywowałaby mnie. Chciałbym wiedzieć, że to jest realne i możliwe. Mam 19 lat i jestem gruba. Zapuszczam się coraz bardziej i jem. Wiem, że te porcje przekraczają rozmiar zdrowym porcji. Wiem też, że nie potrzebuję tyle jedzenia. tylko nie mam pojęcia jak jeść normalnie. Mam 162 cm wzrostu i ważę około 70 kg. Raczej ponad.. Jest mi tak strasznie ciężko, nie mam już na to siły, brakuje mi motywacji do życia, do wstania i ubrania się, ale też brakuję mi odwagi do skończenia z tym wszystkim, zresztą nie o tym tu i teraz. Dziwne to, prawda? Wygaduję takie rzeczy choć mam niespełna 19 lat. Ważę siedemdziesiąt kilogramów. (70 mnie przeraża). Myślę, że moje tycie zaczęło się wtedy gdy poszłam do liceum. Zawsze wydawało mi się, że jestem zaokrąglona, takie tam dziecięce fanaberie, jednak nigdy mi to nie przeszkadzało. Wiadomo, miałam tyle innych ciekawszych spraw na głowie..kiedyś.. Mając 16 lat ważyłam 49 kg. Wraz z pójściem do LO zmienił się mój tryb życia. W gimnazjum również dużo się uczyłam, zarywałam noce, ale zawsze rano to odsypiałam, dlatego że miałam bardzo blisko do szkoły. W LO żyłam od soboty do soboty. Czekając tylko na długi sen. Z piątku na sobotę był on 14 godzinny, zdarzał się dłuższy. W tygodniu spałam po 4-5 godzin. To było straszne. Wraz z przyjściem ze szkoły zaczęłam jeść. Mało ruchu i ciągłe siedzenie z nosem w książkach. Przez lata licealne stałam się grubym, zgorzkniałym kujonem. Nigdzie nie wychodziłam (poprawka nie wychodzę, bo ten koszmar nadal trwa). Chociaż chodząc do szkoły miałam motywację, żeby choć trochę się ograniczać. Piekło zaczynało się gdy przychodził weekend, czy święta, ferie, o wakacjach nie wspominając. To przez ich okres tyłam najwięcej. Z dnia na dzień coraz mniej się kontrolowałam. Oczywiście stosowałam diety, ćwiczyłam w miarę możliwości czasowych (bo moim priorytetem była nauka). To wszystko kręci się w okropne koło. Bo tak... zapalam się do diety, albo do zdrowego. normalnego jedzenia. Wytrwam przez jakiś czas. Przychodził dzień, słaby dzień, w którym pozwalam sobie na słodycze. Zaraz obiecywałam sobie, że jutro na pewno się nie najem. Dni mijały, a ja jadłam coraz więcej i więcej, aż do uczucia cholernego bólu. Często było tak, że wymiotowałam jedzenie, ale przez kilka dni co jakiś czas, do czasu pojawienia się krwi i strupów na ręce. Już długo tego nie robiłam, ostatni raz chyba w marcu. Wmawiam sobie, że nie mogę tego robić. Moje życie składa się z takich etapów: -dieta-zadowolona z siebie, wychodzę do ludzi, trwa kilka dni, w porywach do dwóch tygodni -jedzenie, jedzenie, żarcie- złość na siebie, zamykanie się, zero kontaktu z ludźmi, wymuszanie kłótni z rodzicami, żal i pretensje do świata. Dziś jestem na etapie żarcia i złości. Boję się zaczynać normalnie jeść, bo to trwa tylko kilka dni, a potem przychodzi to najgorsze. Nie potrafię sobie z tym poradzić, choć jestem taka młoda. Powinnam być pełna życia. Tymczasem nie chcę mi się nawet wstawać z łóżka. Jestem po maturze, więc mam te długie wakacje. Nie wiem czego oczekuję po napisaniu tego...może pocieszenia? Nie wiem... bury? Jedno wiem, chyba lepiej czuję się po napisaniu tego. Jeszcze niedawno miałam chęci do walczenia z tym. A teraz? Przeraża mnie moje zachowanie. Nie chcę mi się robić nic, żeby to zmienić, bo wiem że za kilka dni głód powróci, a ja nie zdołam mu się oprzeć. Ktoś powiedział, że im dalej brnie się w to...tym trudniej skończyć. Rozumiem to, ale w tej chwili nie wiem jak się zabrać za normalne życie.
Witam Cię serdecznie,
Bardzo dobrze Cię rozumiem.
Myślę, że swój młody wiek powinnaś potraktować jako punkt, od którego można zacząć od nowa.
Obecnie dopiero kreuje się Twoja droga życiowa.
Rozumiem, iż w liceum było ciężko i że "zajadałaś" wszystkie stresy, frustracje, ale musisz się wziąć w garść, stanąć na nogi i zacząć na nowo.
Znajdź znajomych, z którymi będziesz mogła wyjść na rower i spalić dodatkowe kalorie. Wyjdź do ludzi.
Na studiach działa wiele stowarzyszeń, jednoczących ludzi, pozwalających się lepiej poznać.
70 kg to nie tragedia, wierz mi.
Musisz tylko znaleźć w sobie siłę, aby o siebie zadbać i pokochać swoje ciało.
Kup karnet na zajęcia fitness, ładny strój. Poznasz nowych ludzi, wyrzeźbisz swoje ciało i będziesz zadowolona.
Treningi przyśpieszą efekt, dzięki czemu staniesz się pewniejsza siebie.
Może warto udać się do psychologa, specjalisty, który pomoże Ci w opanowaniu emocji.
Liczne wskazówki, co do motywowacji w odchudzaniu znajdziesz w książce "Dieta dr Beck".
Z całego serca trzymam za Ciebie kciuki!
Pozdrawiam ciepło.









Dziękuję za odpowiedź. Książkę kupię, obowiązkowo. Sposoby udowodnione bardziej motywują mnie do działania, pokazują że to jest możliwe. Innym się udało, to i mi się uda. Jedno wiem: wakacje kompletnie mi nie służą, bo im dłużej "wypoczywam"(powiedzmy, bo latem siedzę w domu) tym więcej jem. Zauważyłam, że po wakacjach tyję najwięcej. W ciągu roku staram się zgubić kg, niestety jak do tej pory bez większych rezultatów. "Musisz tylko znaleźć w sobie siłę, aby o siebie zadbać i pokochać swoje ciało"- mądre, dobrze to sobie zapamiętam. Z tymi ludźmi jest gorzej...bo ja zwyczajnie od nich stronię. Nie chcę poznawać nowych ludzi, bo uważam, że to jak wyglądam jest przejściowe (cały czas wierzę, że jednak schudnę) i nie chcę, żeby ludzie mnie taką oglądali i co gorsza zapamiętali. Jestem nieśmiała i przy kontaktach z innymi gdy odczuwam choćby odrobinę niechęci, natychmiast zamykam się w sobie. Powtarzam w myślach, że gdybym tylko była chudsza ludzie sami zaczynaliby znajomość. Jest mi strasznie wstyd o tym pisać, dlatego gdybym miała o tym komuś opowiedzieć...nie nigdy by to nie przeszło. Moi rodzice nie wiedzą nic o moich problemach. Uważają, że wyglądam tak, bo nie mogę się za siebie wziąć. Gdybym powiedziała, że potrzebny mi psycholog, chyba wyśmialiby mnie. Dlatego raczej nie miałabym odwagi się spotkać ze specjalistą, choć myślałam o tym. Mam nadzieję, że zmiana środowiska, przeprowadzka do innego miasta, studia pomogą mi w tym. Wiem, że życie pełne jest problemów, poważniejszych problemów. Ale dla mnie to jest priorytetowe. Może dlatego wywołuje to we mnie taką frustrację, ponieważ nie mogę tego zrealizować. Jeszcze raz dziękuję.
Witam ponownie :)
Jeśli motywują Cię sukcesy innych, na rynku możesz dostać co najmniej kilka gazet, w których są specjalne rubryki poświęcone historiom odchudzania innych ludzi.
Wakacje to okres kiedy masz więcej czasu, a jeśli dodatkowo brakuje Ci pomysłu na urozmaicenie czasu - podjadasz.
Myślę, że to problem wielu osób (w tym także mój :)).
Sądzę, że dobrze byłoby gdybyś wygospodarowała troszkę pieniędzy i udała się do dietetyka, tak by prowadził Cię chociaż przez miesiąc.
Fakt, iż Twoje postępy będzie monitorował ktoś "z zewnątrz", na pewno Cię zmotywuje.
Choć miesiąc to niewiele, z pewnością nauczysz się wielkości porcji, wypracujesz prawidłowe zachowania żywieniowe.
Generalnie wykształcenie prawidłowych nawyków zajmuje około 6 miesięcy, ale nawet miesiąc może stanowić "punkt wyjścia" do dalszych działań. Pierwsze sukcesy sprawią, że zaczniesz w siebie wierzyć, a zachęcona powodzeniem, będziesz chudła dalej.
Aby zadbać o systematyczność treningów możesz zakupić specjalny krokomierz i monitorować ilość spalanych kcal.
Nie myśl, że jeśli schudniesz, wszystko się zmieni.
Na pewno staniesz się pewniejsza siebie, ale pamiętaj, że życie zmieniasz Ty, a nie Twoja masa.
Dodaj nowy komentarz